Nie zaczęłam od pisania książek. Zaczęłam od tego, że szukałam mapy.
Przez wiele lat byłam w relacji, której długo nie umiałam nazwać.
Wiedziałam, że coś jest nie tak. Czułam, że tonę. Ale za każdym razem, gdy próbowałam to ułożyć w słowa, brakowało mi narzędzi.
Mówiono mi: "przesadzasz". "Tak bywa w związkach". "Każdy ma swoje problemy". Słyszałam to od rodziny. Od koleżanek. Od pierwszych terapeutów, do których chodziłam.
I długo, długo w siebie wątpiłam.
Aż któregoś dnia trafiłam na słowo "narcyzm".
Pierwszy raz przeczytałam coś, co opisywało dokładnie to, co przeżywałam. Mechanizm, którego doświadczałam, miał nazwę. Miał strukturę. Miał wzorzec.
Nie byłam wariatką. Nie przesadzałam. Byłam w czymś, co ma swoje opisane reguły. To było wyzwolenie. Ale też — okazało się — dopiero początek. Bo wiedzieć, że to się nazywa, to jedno. Wyjść z tego — zupełnie co innego.
Przez następne lata czytałam wszystko, co znalazłam. Polskie książki. Tłumaczenia. Naukowe artykuły. Vlogi terapeutów. Forum kobiet w podobnych sytuacjach. Materiały po angielsku, po niemiecku, dzieliłam, ważyłam, weryfikowałam.
I powoli zaczęłam widzieć obraz, którego nikt nigdzie nie miał całego. Każda osoba dawała kawałek. Terapeuta — perspektywę kliniczną. Survivor — emocje. Naukowiec — neurobiologię. Prawnik — zabezpieczenie w sądzie. Coach — narzędzia. Książki religijne — sens i przebaczenie. Ale nikt nie zbierał tego razem.
Więc zaczęłam zbierać sama. Notatki. Schematy. Ćwiczenia, które sobie wymyślałam. Zdania, które ćwiczyłam przed lustrem. Mapę dni, tygodni, etapów. Po jakimś czasie zauważyłam, że ta mapa zaczęła działać. Najpierw na mnie. Potem na kobietach, z którymi rozmawiałam.
Pierwsza książka — "Czujesz, że coś jest nie tak... i masz rację" — nie powstała jako produkt. Powstała jako podsumowanie wszystkiego, czego sama się nauczyłam.
80 stron, 6 etapów, 26 rozdziałów, bibliografia z 30+ pozycji.
Pisałam ją z myślą o jednej osobie — sobie sprzed dwóch lat. Kobiecie, która o trzeciej nad ranem siedziała na podłodze w łazience i myślała, że już nigdy nie wyjdzie. To, czego potrzebowała wtedy, włożyłam w tę książkę.
Druga książka — "Dlaczego Wracasz" — przyszła z innego źródła. Bo zauważyłam coś, czego nie ma w polskich publikacjach o narcyzmie. Wszystkie mówią "jak rozpoznać", "jak wyjść", "jak się chronić". Nikt nie mówi szczerze: dlaczego wracasz, kiedy już wiesz. A to jest najtrudniejsze. Mózg, który przez lata żył w cyklu napięcia i ulgi, nie wyłącza się, gdy zamykasz drzwi. Trauma więzi działa głębiej niż wiedza. Dlatego kobiety, które wszystko wiedzą, nadal wracają. I czują się przez to słabe. Ta książka mówi: nie jesteś słaba. To jest mechanizm. Oto jak działa. Oto jak go przeczekać.
Trzecia książka, którą teraz piszę, jest dla mężczyzn. "Ona Cię nie raniła, ona Cię programowała." Bo przez ten cały czas dostawałam wiadomości od mężczyzn. "A czy to dotyczy też mnie?" "Moja matka była taka." "Byłem z kobietą, która mnie programowała, ale myślałem, że to ja jestem za słaby." I powoli zaczęłam widzieć to, czego nie widziałam wcześniej: to nie są dwie osobne historie. Mężczyzna, którego programowała matka, często wpada potem w relację, w której programuje go partnerka. To ten sam mechanizm. Ten sam układ nerwowy. Ta sama pętla — tylko w innej odsłonie.
W polskich książkach o narcyzmie dla mężczyzn są tylko fragmenty tej historii. Jedna pozycja mówi o partnerce. Inne — pisane głównie dla córek — mówią o matce. Ale nikt nie połączył tych dwóch wątków w jednej książce dla mężczyzn. Nikt nie pokazał, że to jest ten sam cykl.
Nie piszę tej książki jako psycholożka. Nie jako terapeutka. Nie jako reporterka, która zebrała cudze historie. Piszę ją jako kobieta, która sama przeszła przez relację narcystyczną — i która przez lata patrzyła na ten mechanizm od środka. Z perspektywy, której nie ma żadna z istniejących polskich książek dla mężczyzn.
To będzie przewodnik. Z narzędziami. Z bibliografią. Z mapą, jak to rozpoznać i jak z tego wyjść.
Premiera wkrótce.
System Komunikacji z Narcyzem powstał z innej potrzeby. Książki dają mapę. Wgląd. Strukturę. Ale codzienność z osobą narcystyczną — szczególnie gdy są dzieci, sądy, podział majątku, wspólne sprawy — wymaga czegoś innego. Wymaga konkretnych narzędzi na konkretne sytuacje. Gotowych zdań. Wiedzy, jak komunikować się tak, żeby było bezpieczne także prawnie.
Dlatego stworzyłam System. Subskrypcyjny — bo to jest codzienna praktyka, nie jednorazowa lekcja. Comiesięczne aktualizacje. Realne scenariusze. Konkretne narzędzia.
Nie jestem terapeutką. Nigdy nie udawałam, że jestem. Jestem autorką. Survivorką. Kobietą, która przeszła przez to, co być może przechodzisz Ty. Zbudowałam dla siebie mapę, której sama szukałam. Teraz dzielę się nią.
Jeśli to, co napisałam, brzmi jak Twoje życie — moja praca jest dla Ciebie.
Nie obiecuję, że będzie łatwo.
Obiecuję, że nie jesteś sama.
Gdzie chcesz iść dalej?
Dziękuję za zaufanie.
Do zobaczenia!
Zapisując się, dołączasz do bazy newslettera Narcyzm Bez Tajemnic.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
Nie wysyłam spamu.